Choć coraz modniejsze staje się w Polsce chodzenie na terapię, nie każdy problem wymaga takich działań. Czasem w pełni wystarczy jedna lub kilka konsultacji psychologicznych. Wybierając między tymi dwoma rodzajami pracy warto pomyśleć o swoim problemie, oczekiwaniach (jak ma wyglądać moje życie bez problemu?) oraz specyfikacji pracy psychologa a psychoterapeuty.

Dla kogo wizyta u psychologa?

Popatrzmy na kwestię problemu, z którym można zgłosić się do specjalisty. Niech jednym z przykładów będzie chęć poprawienia zdolności radzenia sobie ze stresem. Załóżmy, że jestem osobą, która nie ma zdiagnozowanego żadnego zaburzenia psychicznego, na co dzień funkcjonuję w satysfakcjonujący mnie sposób, potrafię realizować ważne dla mnie role społeczne. Jednak w momentach stresu nie do końca sobie radzę, panikuję, odbiera mi zdolność płynnego mówienia – to jest mój problem. Jako rozwiązanie tego problemu widzę skuteczne radzenie sobie w stresujących sytuacjach – chciałabym umieć się skutecznie uspokoić i jak najlepiej zachować się w sytuacji. Problem spotyka mnie okazjonalnie, nie odczuwam przewlekłych dolegliwości z nim związanych. W takim kontekście najlepiej sprawdzi się kilka wizyt u psychologa. Najprawdopodobniej będą one polegały na psychoedukacji na temat stresu (żeby ze stresem się zaprzyjaźnić, trzeba go zrozumieć) oraz wspólnym szukaniu skutecznych dla mnie sposobów radzenia sobie. Jeżeli ja nie wyrażę takiej potrzeby, a psycholog nie uzna tego za konieczne, będzie to pewnego rodzaju doradztwo psychologiczne, a nie zagłębianie się w dzieciństwo czy związki romantyczne.

 

Dla kogo wizyta u psychoterapeuty?

Przyjrzyjmy się innej sytuacji – pozornie podobnej. Jako problem zgłaszam dolegliwości psychosomatyczne – bóle i ścisk w klatce piersiowej. Najpierw trafiłam do lekarza rodzinnego, który skierował mnie do kardiologa. Obaj lekarze wykluczyli fizyczne podłoże objawu i zaproponowali wizytę u psychologa lub psychiatry. Bóle towarzyszą mi w trudnych sytuacjach, doświadczam ich od wielu lat, ale ostatnio nasiliły się, bo mój drugi mąż zagroził rozwodem. Nigdy nie układało mi się w związkach, trudno mi utrzymać stabilne relacje przyjacielskie. Do tego mam problemy ze snem. Gdy psycholog na wizycie pyta o to, w jakich sytuacjach odczuwam szczęście czy radość, trudno mi przypomnieć sobie takie sytuacje. Zapytana o relacje z rodzicami zacinam się lub wybucham płaczem, gdyż takie pytanie otwiera stare, ogromne rany. Omawiając bóle w klatce piersiowej dociera do mnie, że właściwie cały czas czuję jakiś niepokój. Psycholog po kilku rozmowach uznaje, że aby ostatecznie rozwiązać problem, wskazana jest psychoterapia mająca na celu całościowe spojrzenie na moje życie i stopniowe rozplatanie problemów i z niepokojem, i z brakiem radości i ze wspomnieniami z dzieciństwa. Psycholog podejrzewa również, że objawy spełniają kryteria zaburzeń depresyjno-lękowych i proponuje wizytę u psychiatry w celu potwierdzenia diagnozy i ewentualnego włączenia farmakoterapii.

A może jednak psychiatra?

W obu historiach do kilku zdań można dopisać przypisy. Przede wszystkim psychoterapeuta również może zająć się pierwszym przypadkiem, czy w trakcie psychoterapii w innym zakresie zająć się regulacją stresu. Psycholog natomiast może poprowadzić dalsze konsultacje psychologiczne dla osoby z zaburzeniami depresyjno-lękowymi, zwłaszcza, jeżeli z różnych względów pacjent nie jest gotowy na mierzenie się z problemami źródłowymi – czasem najpierw trzeba zmniejszyć powierzchowne dolegliwości, żeby móc zajrzeć głębiej.

Żeby jeszcze zamieszać – psychiatra również może udzielić podstawowej psychoedukacji na temat radzenia sobie ze stresem czy niepokojem, choć niestety często nie ma warunków (zwłaszcza pracując w poradniach na NFZ) na pogłębioną, dłuższą rozmowę.

Odwiedź social media

Więcej postów