Coraz więcej gmin i miast tworzy przy szkołach podstawowych świetlice socjoterapeutyczne. Mają one za zadanie zmniejszyć zagrożenie niedostosowaniem społecznym u dzieci z rodzin z trudnościami i dysfunkcjami. Dają przestrzeń dla zawierania bezpiecznych relacji, rozmowy o problemach, rozwijania umiejętności i zainteresowań. Są często miejscem, gdzie w bezpiecznych warunkach dziecko może spędzić czas. W ramach świetlic socjoterapeutycznych oferuje się dzieciom zajęcia rozwijające umiejętności społeczne, regulację emocjonalną czy zapobiegające uzależnieniom. Odbywają się też zajęcia z psychologiem.

Świetlice socjoterapeutyczne przeznaczone są dla małych grup – dzięki temu dzieci mogą z jednej strony nabywać umiejętności tworzenia relacji, ale są traktowane indywidualnie nie ginąc w tłumie. Przesłanki, aby dziecko uczestniczyło w świetlicy socjoterapeutycznej sprawiają, że są to często dzieci wymagające większej ilości uwagi, empatii… i cierpliwości 🙂 Dlatego zbyt duże grupy mogą szybko wypalić prowadzącego i nie spełnić swoich celów.

Myśląc o tym, jakie dzieci (z jakimi doświadczeniami) uczestniczą w świetlicach socjoterapeutycznych, psycholog czy pedagog otrzymujący propozycję pracy w takim miejscu może się obawiać, czy da sobie radę. Na podstawie swojego doświadczenia pracy w świetlicach stwierdzam, że nie jest to łatwe, ale bardzo satysfakcjonujące – zwłaszcza, gdy można obserwować zmiany u dzieci.

 Oto subiektywny, autorski przewodnik, jak przetrwać prowadząc zajęcia w świetlicy socjoterapeutycznej 😉

  1. Zajęcia w świetlicy to nie są dodatkowe lekcje!
    Mimo że zazwyczaj zajęcia odbywają się w szkole, a dzieci idą na nie prosto z lekcji, to nie są lekcje! Dzieci są już po kilku godzinach nauki i mają prawo być zmęczone, głodne i rozregulowane. Często oczekują nie tyle kolejnej pogadanki, co swobodniejszej atmosfery. Zajęcia prowadzone w formie gry czy zabawy nadal będą spełniały cele świetlicy socjoterapeutycznej, a luźniejsza forma zadań pozwoli zmęczonym mózgom i ciałom zaangażować się.
  2. Żeby mózg chciał pracować, ciało musi mieć na to siły.
    W nawiązaniu do punktu pierwszego – jeżeli świetlica zaczyna się np. o godzinie 15:00 albo dzieci nie miały nawet kiedy spokojnie czegoś zjeść, nie ma sensu od razu narzucać intensywnego tempa. Zaproponowanie na początku posiłku, herbaty czy luźnej rozmowy w celu odpoczynku i wrzucenia niższego biegu w mózgu sprawi, że dzieci odetchną i będą gotowe do dalszego działania. Co ważne, takie podejście to też trening – tym razem to nauka szanowania swojego ciała i dbania o swoje potrzeby. Jeżeli jeszcze do tego posiłek będzie przygotowany przez grupę samodzielnie, kolejny trening będzie odhaczony nawet nie wiadomo kiedy.
  3. Trudne zachowania – jak nie krzyczeć na uczniów?
    Nie ukrywam – mi też czasem puszczają nerwy i zdarzy mi się krzyknąć. Nie jestem z tego dumna i zawsze staram się po ochłonięciu pogadać z grupą, wyjaśnić, czemu tak się zachowałam. W każdej grupie będzie dziecko, które z różnych powodów będzie próbowało (świadomie lub nie) zakłócać przebieg zajęć. Często wystarczy krótkie, żartobliwe upomnienie. Czasem jednak i dzieci są zmęczone, i prowadzący wyczerpany (byle do wakacji!), a jeżeli ciało jest zmęczone, to łatwiej o rozdrażnienie. Moja przewodnia zasada – nie udawać kogoś, kim nie jestem. Jeżeli wybuchnę, przepraszam i tłumaczę powody, dla których było mi trudno. To może być też okazja do poruszenia tematu radzenia sobie ze złością (sprawdza się tutaj jedno z opowiadań z fantastycznej książki „Self – Regulation” Agnieszki Stążki-Gawrysiak). W praktyce jednak, jeżeli spojrzymy uważnie na punkt 4., krzyk zdarza się bardzo rzadko. Jeżeli cała grupa jest jakoś bardziej nerwowa, krzykliwa – jak nie oni – warto sprawdzić podstawy. Czy może są głodni? Może potrzebują trochę ruchu? Może do południa zdarzyło się coś trudnego, co warto przegadać?
  4. Humor i dystans przede wszystkim.
    Pomyśl o swoich latach młodości. Jakich nauczycieli lubiłeś? Tych sztywno poważnych, nie pozwalających na dostosowany do sytuacji żart? Tych, którzy nawet na przerwach usadziliby uczniów w ławkach? Czy tych, którzy potrafili dyskutować, interesowali się uczniami, pozwalali (w granicach rozsądku i norm społecznych!) na swobodę? To, co mi się sprawdza najbardziej w świetlicach socjoterapeutycznych, to luz i humor. Nie, nie pozwalam na skakanie po ławkach. Ale żartobliwe wymiany zdań (bez złośliwości) pojawiają się bardzo często. Jeżeli dziecku wyrwie się coś mniej miłego, humorem można to złagodzić i postawić granicę. W trudnej sytuacji z dzieckiem regularnie sabotującym zajęcia bardziej sprawdzi się humor i dystans do siebie, niż odbijanie piłeczki, podkulenie ogona czy postawa „ja tu rządzę!”.
  5. O empatii słów kilka – czyli nie ma złych dzieci.
    W świetlicy socjoterapeutycznej może się wydawać, że zgromadzą się dzieci dysfunkcyjne, rozkrzyczane, złośliwe, wredne, patologicznie niegrzeczne, niedostosowane… i tak dalej, i tak dalej. Wychodzę z założenia, że niedostosowane to może być zachowanie, a rozregulowane emocje – ale nie dziecko jako człowiek. Jeżeli u dziecka pewne niepokojące zachowania powtarzają się, warto z nim na osobności pogadać. Ale nie o tym, czego robić nie powinno (zapewne już wiele razy to usłyszało). Wolę zapytać, czego potrzebuje, co nim kieruje, co mu nie pasuje, że takie zachowanie jest mu potrzebne? Tak, zazwyczaj będzie wtedy wzruszenie ramionami, uciekanie wzrokiem i milczenie. Ale czy to źle? Można założyć, że gdy to dziecko wybuchało wcześniej złością, nikt go o takie rzeczy nie pytał. Było nauczone, że ma się bronić, a nie rozmawiać. Samo zaoferowanie takiej rozmowy będzie już nowym doświadczeniem i może zasiać dobre ziarenko. Nie raz powtarzałam już zdanie: „nie chcę wierzyć, że masz złe serce”.
  6. Miej zawsze awaryjny plan.
    Na początku zdarzało mi się mieć opracowane idealne plany zajęć. Szlag jasny je trafiał, gdy okazywało się, że od rana połowa szkoły była na wycieczce i 3/4 dzieci „świetlicowych” zostało już odebranych przez rodziców. Albo jest poprawka sprawdzianu z matematyki i parę osób przyjdzie później. Ale moje perfekcyjnie zaplanowane zajęcia obejmowały konkretną ilość osób! Szybko nauczyłam się, że trzeba być elastycznym. Może się zdarzyć, że coś, co ja uznam za mega ciekawego, nie trafi do dzieci. Jako plany awaryjne sprawdzają się:
  • gry dostępne na świetlicach, ale zmodyfikowane o pytania psychoedukacyjne (patrz: Seria „Wieża terapeutyczna”);
  • ćwiczenia relaksacyjne np. z serwisu Youtube albo z działu Mindfulness
  • wyjście na spacer/boisko i ćwiczenia z kooperacji lub uważności;
  • rozmowy o wszystkim i o niczym, ale tak prowadzone, że jednak o czymś ważnym.

Odwiedź social media

Więcej postów