żałoba wszystkich świętych

Im bliżej 1 listopada, święta Wszystkich Świętych i Zaduszek, tym więcej pojawia się historii o żałobie – tej już uporządkowanej, tej świeżej, tej nigdy nie zagojonej. Dla niektórych to święto wspomnień, zwolnienia, myślenia o bliskich – ale bez większego ładunku emocjonalnego. Jest jednak wiele osób, które, skupiając się na temacie śmierci swoich bliskich, spotyka się z ogromem emocji. W ostatnich latach zmieniło się myślenie o żałobie. Dziś kilka słów o różnych jej obszarach, moim subiektywnym okiem. Nie tyle będę opierała się o badania, co o swoje spostrzeżenia, wynikające z gabinetu i z życia.

Ile powinna trwać żałoba?

Kiedyś próbowano oszacować, ile powinna trwać „zdrowa” żałoba. Odczuwanie silnej tęsknoty i bólu po tym czasie uważano za żałobę nieprzepracowaną i wymagającą interwencji. Termin ten określano jako mniej więcej rok – tak, aby przeżyć bez zmarłej osoby każde pierwsze święta, rocznice, ważne wydarzenia.

Zgodzę się z tym, że pierwszy rok i właśnie pierwsze święta i rocznice to najtrudniejszy czas. Jednak jeszcze nie spotkałam się z historią, w której po pierwszej rocznicy śmierci bliskiej osoby żałoba wyłącza się. Dla mnie bliższe jest stwierdzenie, że żałoba trwa całe nasze życie: do końca naszego życia nosimy w sobie tęsknotę, wspomnienia, miłość, żal – wszystko, co związane ze zmarłą osobą. Żałoba ma prawo intensywnie przypominać się niezależnie od czasu, jaki upłynął od śmierci. Po jakimś czasie żałoba będzie przychodziła rzadziej, w innej formie (np. bardziej wzruszeniem, niż rozpaczą) – ale nadal będzie.

Skoro żałoba trwa do końca życia, to jak rozpoznać, że wymaga ona interwencji specjalisty? Po pierwsze, potrzeba rozmowy ze specjalistą jest już wystarczającym wskazaniem do wizyty. Choć pierwsze tygodnie po śmierci bliskiej osoby to nie będą rozmowy o terapeutycznej zmianie, a raczej towarzyszenie, szukanie ulgi, wyrażanie bólu w bezpiecznych warunkach. Silne emocje na tym etapie są w pełni normalne, naturalne i warto znaleźć warunki, aby bezpiecznie móc je wyrażać i przeżywać.

Są jednak pewne wskazówki, że pomoc psychologa jest wskazana. Jeżeli minęło już trochę czasu od śmierci bliskiej osoby (do kilku tygodni), a nadal nie jest możliwe codzienne funkcjonowanie, to sygnał do szukania pomocy. Jeżeli myśli i uczucia dotyczące żałoby zamykają w domu lub w łóżku, odcinają od wszystkich obszarów życia, jednym słowem – jeżeli kilka tygodni po pogrzebie żałoba nadal ma kontrolę nad życiem, warto poszukać dodatkowego wsparcia.

Jak powinna wyglądać zdrowa żałoba?

Specjalnie zapisałam tak to pytanie, żeby od razu odrzucić je ze względu na sugestię, że są żałoby zdrowe i niezdrowe. A tu nie ma większej reguły. Są osoby, które codziennie będą potrzebowały wizyty na cmentarzu. Są też takie, które tego nie potrzebują. Są osoby, które potrzebują o zmarłym rozmawiać, wspominać go, a są i takie, które układają to sobie w środku. Ktoś będzie płakał, ktoś będzie się złościł. Te wszystkie reakcje są ok. Jak zwykle, kluczowe jest, czy te reakcje nie uniemożliwiają na dłuższą metę codziennego funkcjonowania. Warto też zastanowić się, czy nie rozmawianie o żałobie jest potrzebą przeżywania tego w pojedynkę, czy raczej unikaniem, udawaniem, że nic się nie stało – ta druga opcja może po jakimś czasie przysporzyć trudności.

Leki a żałoba

Żałoba jest procesem naturalnym, a wiążące się z nią „objawy” w pełni normalne. To naturalne, że mogą wystąpić problemy ze snem, apetytem, ogrom emocji takich jak smutek, tęsknota, rozpacz, żal, a tym samym dużo płaczu, krzyku. Osoba w świeżej żałobie może mieć trudność w wykonywaniu codziennych czynności – utracić motywację i siły. Wycofanie, dolegliwości somatyczne (bóle głowy, brzucha), koszmary senne… lista jest dość długa. Gdyby spojrzeć na te przejawy bez kontekstu „śmierć bliskiej osoby”, można by zobaczyć w tych dolegliwościach zaburzenia depresyjne. W niedawnych kryteriach diagnostycznych (DSM-IV) świeża żałoba wykluczała zdiagnozowanie depresji.

Ale to nie do końca takie klarowane, dlatego w DSM-V nie uwzględniono tego.

Różnicowanie, czy mamy do czynienia „tylko” z żałobą, czy żałoba wywołała dodatkowo epizod depresyjny, jest bardzo trudne.

Faktycznie, jeżeli występuje podatność na wystąpienie epizodów depresyjnych (np. osoba już wcześniej doświadczyła depresji), żałoba zwiększa ryzyko nawrotu. A jednocześnie nie można postawić znaku równości między żałobą, a epizodem depresyjnym.

Z racji powyższych włączanie leków regulujących nastrój w trakcie żałoby wymaga dużej uważności. Przede wszystkim, obecnie odstępuje się od „leczenia” żałoby lekami antydepresyjnymi. Leki regulujące nastrój w początkowych etapach żałoby, gdy nie ma wskazań do diagnozy epizodu depresyjnego, co prawda ułatwią codzienne funkcjonowanie, ale utrudnią (lub uniemożliwią) przeżycie tych trudnych emocji. Doświadczenie żałoby jest bardzo ciężkie i pewnie niejedną osobę kusi wtedy opcja „nie czucia”. Z fachowego punktu widzenia to „czucie” jest jednak konieczne, aby z biegiem czasu wszystko w sobie poukładać i domknąć te trudne doświadczenia.

Podsumowując, ale i mocno upraszczając: wizyta u psychiatry jest wskazana, jeżeli:

  • występuje ryzyko epizodu depresyjnego (wcześniejsze epizody depresji)
  • trudności w funkcjonowaniu nie zmniejszają się (utrzymują lub zwiększają) mimo upływu kilku-kilkunastu tygodni od śmierci osoby bliskiej
  • występują znaczne problemy z codziennym funkcjonowaniem (np. snem, apetytem) zagrażające zdrowiu.

Psychiatra na wizycie oceni, czy i jakie leczenie farmakologiczne jest konieczne: czy np. wystarczą leki doraźne (zażywane, gdy poziom napięcia bardzo rośnie), czy wskazane są leki o przedłużonym działaniu (np. antydepresanty).

Są różne żałoby

Społecznie mamy dużo zrozumienia i troski wobec osób, które są w żałobie po śmierci bliskiej osoby.

Dla mnie jednak jest jeszcze jeden rodzaj straty, która emocjonalnie bywa tak samo ciężka, jak żałoba po śmierci bliskiego. Zakończenie relacji partnerskiej (małżeństwa, związku) pod względem emocji, procesu dochodzenia do siebie jest bardzo bliskie przeżywaniu żałoby. Mam jednak wrażenie, że społecznie osobę w żałobie po relacji szybciej „poganiamy” do wzięcia się w garść i powrotu do formy.

Z wielu rozmów, które odbyłam z osobami po rozstaniach – ból jest często podobny do tego, po śmierci. Potrzeby dotyczące wsparcia, sposób funkcjonowania, przeżywane emocje wyglądają bardzo podobnie. Dlaczego więc dajemy tym osobom (lub sobie) mniej czasu na powrót do sił?

Odruchowo pisząc ten artykuł używam sformułowania „po śmierci bliskiej OSOBY”. Teraz wskazałam na utratę relacji. Rozmyślając, o czym jeszcze warto wspomnieć, pomyślałam po chyba najmniej jeszcze rozumianej (i uznawanej społecznie) żałobie, jaką jest żałoba po stracie zwierzęcia. Właściwie co do żałoby po śmierci zwierzęcia mogę napisać wszystko to, co powyżej. Dopisek będzie dotyczył więc czegoś innego: uszanuj tą żałobę również. Uszanuj ją w sobie, jeżeli ją przeżywasz. Uszanuj ją u kogoś, kto tego doświadcza.

Otulić żałobę czułością

Z psychologicznego punktu widzenia żałoba nie jest problemem, tylko naturalnym zjawiskiem. Już od starożytności (gdy nie było jeszcze psychologii jako dziedziny nauki) szanowano żałobę tworząc rytuały pogrzebowe. Rytuał pogrzebu jest potrzebny bliskim, by móc pożegnać się, przeżyć emocje, doświadczyć wsparcia. Chyba każda kultura na przestrzeni lat stworzyła takie rytuały pogrzebowe. I myślę, że to jest zazwyczaj szanowane.

Problemem może być poganianie żałoby i wyganianie jej z życia, choć jej czas jeszcze nie minął.

Obojętnie, w jaki sposób przeżywasz swoją żałobę (czy głośno, czy po cichu), warto ją otulić czułością: dać jej czas, nie poganiać siebie do „wzięcia się w garść”, dać sobie przyzwolenie na płacz, krzyk, wizyty na cmentarzu (lub ich brak). Pytanie „czego potrzebuję?” jest jak zawsze kluczowe.

Jeżeli dni takie jak Wszystkich Świętych i Zaduszki są dla Ciebie nadal trudne, bo żałoba albo jest świeża, albo właśnie przyszła w odwiedziny (choć już dawno jej nie było) – pamiętaj, masz do tego prawo. Masz prawo zadbać w ten dzień o siebie tak, jak potrzebujesz. Choć mam świadomość, że czasem może to wymagać ignorowania odmiennych zdań różnych osób.

Warto przeczytać

Długo bałam się pracować w gabinecie z osobami przeżywającymi żałobę. Nadal jest to dla mnie trudny kawałek, bo kłócą się wtedy we mnie dwa głosy: jeden chciałby zabrać to cierpienie, sprawić, żeby ktoś przestał cierpieć, i drugi, który wie, że to trzeba przetrwać.

Większy spokój w tych tematach zyskałam po przeczytaniu książki Elisabeth Kubler-Ross Rozmowy o śmierci i umieraniu. Książki tej autorki w czuły, wyważony sposób poruszają temat śmierci, żałoby, choroby paliatywnej. Są użyteczne i dla specjalistów, i nie-specjalistów.

Odwiedź social media

Więcej postów