2381322512379039
6 porad dla młodych psychologów i terapeutów

W pracy psychologa i terapeuty (a w sumie nawet wcześniej, bo już na studiach) są takie tematy, o których chciałabym wiedzieć wcześniej. O niektórych może nawet już gdzieś słyszałeś/słyszałaś szukając informacji na temat tego zawodu. Są jednak sprawy, o których albo głośno się nie mówi, albo wydają się być nieistotne… do czasu. Dlatego jeżeli myślisz o studiach psychologicznych albo już jesteś młodym psychologiem/terapeutą, ten artykuł jest dla Ciebie. Zebrałam tu parę kwestii, o których wcześniej nie myślałam, a po kilku latach okazują się naprawdę ważne.

Porada nr 1: nie uciekaj po pierwszym semestrze studiów

Psychologia jest naprawdę szeroką dziedziną. To nauka interdyscyplinarna i w gruncie rzeczy do tej pory trudno mi określić, czy studia psychologiczne są bardziej ścisłe, medyczne czy humanistyczne – wszystkiego jest po trochu. Wynika to też z tego, że po studiach psychologicznych można wybrać bardzo różne drogi – iść w terapię, psychologię kliniczną, pracować w bardziej biznesowych wątkach, być naukowcem, diagnostą… opcji jest naprawdę sporo, a studia mają dać podstawy do każdej z tych ścieżek. Wielu studentów dziwi się na pierwszym roku obecnością przedmiotów albo zbyt ścisłych, albo zbyt filozoficznych, a w ogóle po co ta cała metodologia i statystyka?

Podczas studiów co semestr widziałam, jak zatłoczenie na auli wykładowej się zmniejsza – i nie wynikało to z niskiej frekwencji na zajęciach. Ludzie rezygnują, bo spodziewali się czegoś innego (w rozmowach często wychodziło na to, że spodziewali się studiów przygotowujących stricte do pracy terapeuty w rozumieniu z amerykańskich filmów). Też męczyłam się z niektórymi zajęciami, które wiedziałam, że mało przydadzą mi się w życiu zawodowym.

Trudnością było też dla wielu to, że w psychologii nie zawsze znajdziesz ścisłe definicje najważniejszych pojęć. Definicja tożsamości, osobowości a nawet rozumienie inteligencji brzmi inaczej w interpretacji różnych naukowców na przestrzeni lat i nadal nie ma jednej obowiązującej. Co oznacza, że na egzamin trzeba znać wszystkie. Czy to się potem przydaje w pracy? To zależy, w jakim kierunku potoczy się Twoja ścieżka zawodowa, ale myślę, że nawet tak. To uczy przede wszystkim otwartości, elastycznego myślenia oraz poszerza wiedzę ogólną o świecie – a bez tego nie będziesz dobrym psychologiem, obojętnie, jaką ścieżkę psychologiczną wybierzesz.

Porada nr 2: optymalna empatia

Możesz jednak przetrwać 5 lat studiów, mieć wypracowaną otwartość, elastyczne myślenie i mieć całkiem niezłe pojęcie o świecie, ale bez optymalnej empatii za długo nie przetrwasz.

Pewnie pojawi się tu pewne zdziwienie: chyba chodziło mi ogólnie o empatię? Cóż, nie do końca.

To dość oczywiste, że psycholog pracuje z ludźmi, a większość psychologicznych ścieżek zawodowych polega na udzielaniu wsparcia. Mając zbyt niski poziom empatii będzie to pomoc udzielana podręcznikowo, sucho, bez serca i „tego czegoś” co mają najlepsi w tej dziedzinie.

Jednak nadmierna empatia wcale nie pomoże. Spotykając na swojej zawodowej drodze dużo zmartwień, trudnych historii i cierpienia zbyt rozbudowana empatia może utrudniać pracę. Przede wszystkim psycholog musi mieć w sobie pewien dystans. Zalanie się emocjami wynikającymi z chęci uratowania drugiej osoby (a ta chęć jest ludzka, płynąca z dobrego serca) utrudni profesjonalne działanie. Dodatkowo może sprawić, że nie będziesz w stanie funkcjonować po pracy, nadal rozmyślając, martwiąc się, czując nie do końca swoje emocje.

Dlatego empatia jest warunkiem koniecznym, ale w optymalnej ilości.

Porada nr 3: wychodząc z pracy dokładnie zamykaj za sobą drzwi

Patrząc na punkt 2 wielu może teraz wątpić, czy studia psychologiczne są dla nich – to częsty wybór osób mocno empatycznych. Nim pomyślisz o przebranżowieniu się, sprawdź jeszcze jedną umiejętność (albo ją wypracuj).

Początki mojej pracy w zawodzie były trudne przez połączenie dwóch czynników. Pierwszy to miejsce, w którym pracowałam, a tym samym poziom spotkanych tam problemów i cierpienia – byłam psychologiem w młodzieżowym ośrodku wychowawczym dla dziewcząt. Drugi czynnik to wtedy jeszcze brak umiejętności nie myślenia o pracy po pracy. Zostawałam po godzinach, rozmyślałam jadąc do domu, nie mogłam zasnąć rozmyślając, czy dany temat jest odpowiednio zadbany, czy dziewczyna nic sobie nie zrobi i tak dalej, i tak dalej… Efektem tego miksu był przewlekły stres i nadmierne poczucie odpowiedzialności. To jest odpowiedzialna praca, ale nie miałam, nie mam i nie będę miała możliwości pilnowania kogoś 24 godziny na dobę i ochronienia przed złem całego świata – a chyba próbowałam tak robić.

Po jednym z najtrudniejszych dni w tej pracy byłam tak przeorana jeszcze przez kilka następnych, że postanowiłam zmienić podejście.

Jakieś 8 lat później, pisząc ten artykuł, nadal nie jestem pewna, czy mi się to udało, ale na pewno idzie mi coraz lepiej.

Chodzi o to, aby pracę zostawiać w pracy. Psycholog jest jednym z tych zawodów, w których jest to bardzo trudne. Siłą rzeczy zabierasz ze sobą do domu te historie, emocje, a w dodatku tajemnica zawodowa blokuje możliwość przegadania tego z bliskimi.

Żeby to wszystko przetrwać, musisz mieć alternatywę. Nie możesz być psychologiem 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. To znaczy, w sumie możesz – ale wypalisz się szybciej, niż w innych zawodach z takim podejściem. Miej alternatywy, które nie wymagają takiej empatii, może nawet nie wymagają kontaktu z ludźmi.

Pomagają mi też dwa sposoby bardziej myślowe. Po pierwsze, co jakiś czas, gdy kusi mnie rzucać się komuś na ratunek (a wcale nie ma takiej konieczności) powtarzam sobie w głowie, że nie jestem pracownikiem pogotowia ratunkowego ani SOR-u. Po drugie, moment zamknięcia drzwi gabinetu naprawdę jest bardzo ważny i robię to uważnie nie tylko ze względu na chęć zabezpieczenia budynku. To ma być też symboliczne zamknięcie pracy i przejście na tryb prywatny.

Porada nr 4: sprawdź się i oswajaj

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie można sobie zrobić jako przyszły/młody psycholog, to brak szukania doświadczenia. Wolontariaty, staże – to ma sens. Dzięki temu oswajasz się ze specyfiką miejsc pomocowych, poznajesz w praktyce funkcjonowanie osób z różnymi schorzeniami, a że nie jest to typowo etat i samodzielne stanowisko (psycholog zazwyczaj ma samodzielne stanowisko pracy) możesz pytać, obserwować i w bezpiecznych warunkach oswajać się z potencjalną ścieżką rozwojową. Dzięki temu w pierwszej, samodzielnej pracy, będziesz mniej przerażony/przerażona.

Sama zaczynałam od wolontariatu na Warsztatach Terapii Zajęciowej. Tego typu placówki, albo np. Domy Pomocy Społecznej, Środowiskowe Domy Samopomocy i inne są wg mnie idealne do oswajania się z zawodem. Spotkasz tam podopiecznych z różnymi schorzeniami, często z niepełnosprawnościami z różnych obszarów funkcjonowania. Są to zazwyczaj osoby otwarte, cieszące się z możliwości kontaktu, które chętnie oprowadzą Cię po nowym miejscu. Często też mają dużą potrzebę kontaktu. W tych samych miejscach poznasz osoby posiadające z różnych względów mniejsze umiejętności i potrzeby komunikacyjne, co też pozwoli Ci na wypracowanie umiejętności.

Tak, na studiach są zajęcia praktyczne, ale często w formie odgrywania scenek między studentami. Dopiero przeniesienie tego na realne życie pozwoli Ci wypracować własne metody rozmawiania pomocowego. Mi na przykład bardzo pomagają pytania. Czasami mam wrażenie, że podczas sesji większość moich wypowiedzi to pytania.

Porada nr 5: dbaj o swój kręgosłup (nie tylko moralny)

Wiecie, o czym rozmawiają psycholodzy i psychoterapeuci w przerwach kursów i superwizji? Wymieniamy się najnowszymi trendami dotyczącymi łagodzenia bóli kręgosłupa… 🙂

Naprawdę, zaczynając studia nie pomyślałabym, jak bardzo ta praca obciąża kręgosłup. Zwłaszcza w trybie własnego gabinetu – to kilka godzin siedzenia dziennie. Inwestycja w wygodne fotele, poduszki i inne gadżety pomaga, ale gdybym wiedziała o tym wcześniej, pewnie już te kilka lat temu zainwestowałabym w profilaktykę. Niektórym wysiada odcinek lędźwiowy, innym szyjny (to ja!). I rady lekarza – proszę co pół godziny w pracy się rozruszać, mogę sobie wsadzić…w kieszeń…. bo sesja trwa co najmniej 50 minut, a ja nie będę w jej trakcie urządzała spacerów.

Jeżeli jeszcze nie czujesz dolegliwości ze strony kręgosłupa, zainwestuj w profilaktykę. Jeżeli już coś czujesz, nie czekaj, aż zaboli naprawdę mocno.

Porada 6: pamiętaj, nie zbawisz całego świata

Ta porada jest bardzo trudna do przyjęcia. Możesz być najlepszym psychologiem, najlepszym psychoterapeutą, ukończyć ogrom kursów, przeczytać jeszcze więcej książek, mieć wieloletnie doświadczenie i naprawdę dryg do tej pracy – trafisz na takie historie, w których nie będzie można pomóc.

Będzie to wynikało z różnych czynników i zawsze świadomość, że to jest Ten proces będzie dyskomfortem. Trafisz na osoby, które nie do końca chcą tej pomocy, albo chcą, ale nie są gotowe (lub ich świat nie jest gotowy) na faktyczne zmiany.

Powyższe może się zdarzyć nie tylko w gabinecie. Myślę, że w gabinecie nawet łatwiej to zaakceptować (patrz: porada nr 3). Mnie bardziej dotykają te sytuacje w życiu prywatnym, gdy z różnych względów nie mogę pomóc bliskim. Znasz zasadę, że lekarz nie powinien operować swojej rodziny? Tak samo psycholog nie powinien udzielać pomocy swoim bliskim. Zresztą, nie sądzę, że do końca się da. Gdy jestem zaangażowana emocjonalnie, wiedza i doświadczenie mówią jedno, ale serce drugie, a te głosy mogą być sprzeczne. Poza tym, kogo będzie potrzebował mój bliski podczas picia kawy: przyjaciela, czy specjalisty?

Podsumowując: nie poddawaj się zbyt szybko i dbaj o poza-psychologiczne obszary życia. Prywatnie jesteś sobą, nie psychologiem.

Podoba Ci się artykuł? Wpadnij na social media #prostoopsychologii i bądź na bieżąco!

Odwiedź social media

Więcej postów